Pszczoła, którą podmieniono – historia zapomnianej pszczoły krajowej

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu była obecna w niemal każdej pasiece. Nazywana po prostu „naszą pszczołą” – pszczoła krajowa, czyli środkowoeuropejska, była dobrze przystosowana do warunków klimatycznych, radziła sobie z surową zimą, pracowała w rytmie przyrody. Dziś? Trudno ją znaleźć. Została wyparta, zapomniana, czasem wręcz uznana za gorszą.

W książce „Hobbystyczne pszczelarstwo bez chemii” Michał Smyk z odwagą i czułością wraca do tej historii. Opowiada o pszczole, którą wymieniono w imię wydajności, ale której wartość może dziś okazać się kluczowa dla przyszłości pszczelarstwa.

Pszczelarstwo naturalne, a zagubiona linia pszczół

W naturalnym, hobbystycznym pszczelarstwie ważna jest lokalność, odporność i równowaga. I właśnie te cechy posiadała pszczoła krajowa:

  • dobrze zimowała,
  • nie potrzebowała intensywnego dokarmiania,
  • nie była nadmiernie rojliwa,
  • potrafiła sama regulować populację.

Ale nie była „wydajna”. Nie pracowała „na sygnał”. Trudniej ją było wtłoczyć w produkcyjne ramy. Dlatego została wymieniona – najpierw na krainkę, potem na rozmaite hybrydy o wysokich parametrach… i niskiej samodzielności.

Pszczoły naturalne – zbyt dzikie, by je kontrolować?

Z opisu Michała Smyki wyłania się obraz pszczoły, która nie pasowała do oczekiwań pszczelarza przemysłowego. Była zbyt niezależna, zbyt lokalna, zbyt odporna, by ją stale „poprawiać”. Nie dawała się ujarzmić według zasad intensywnej gospodarki pasiecznej.

Ale właśnie dlatego może dziś być bezcenna. W czasach:

  • gdy rośnie oporność na środki przeciw warrozie,
  • gdy pszczoły coraz częściej giną mimo leczenia,
  • gdy zależność od ingerencji człowieka jest coraz większa,

– pszczoła krajowa przypomina, że kiedyś było inaczej. I że można do tego wrócić.

Czy pszczoła krajowa ma jeszcze szansę?

Tak – ale tylko jeśli ktoś jej tej szansy udzieli.

W książce Smyka pojawia się wiele sugestii, jak to zrobić:

  • szukać rodzin, które przeżyły kilka sezonów bez leczenia,
  • rozmnażać je lokalnie, bez importu,
  • nie poprawiać ich na siłę, tylko dawać czas i przestrzeń.

To nie jest szybka droga. To droga na lata, nie na sezony. Ale może właśnie tego dziś potrzebujemy – cierpliwego odbudowania tego, co zostało przez nas odrzucone zbyt pochopnie.

Być może największą wartością tej pszczoły jest to, że nie potrzebuje nas tak bardzo, jak my myśleliśmy.
Była tutaj przed nami. Może być też po nas – jeśli tylko jej nie przeszkodzimy.

Jeśli poruszył Cię ten temat – wróć do niego głębiej. Czytaj, pytaj, obserwuj. Może gdzieś w Twojej okolicy jest jeszcze ta zapomniana pszczoła, która nie została jeszcze „poprawiona”?

Sprawdź nasze książki dla pszczelarzy!

Dodaj komentarz