Warroza i klimat. Dzisiejsze zagrożenia dla pszczół.

Jeszcze w latach 60tych, mało który pszczelarz słyszał o warrozie. Ludzie hodowali pszczoły, wprawdzie bez nowoczesnego sprzętu, ale dosyć sielankowo. Dziś świat się zmienia, więc powinien zmieniać się także pszczelarz i jego metody.

Varroa destructor to malutki pajęczak, w przybliżeniu przypominający trochę kleszcza. Warroza, czyli choroba, którą wywołuje to obecnie największe zagrożenie dla pszczół. Obecność tego wampira, potrafi w ciągu 2-3 lat wykończyć całą rodzinę pszczelą.

Warroza czy człowiek Co jest większym zagrożeniem?

Dlaczego wampira? Bo Varroa wysysa z pszczół hemolimfę, doprowadzając do ich śmierci lub osłabiając na tyle, że… umierają na choroby współistniejące. Obok człowieka i jego wpływu na środowisko, to największe zagrożenie dla współczesnych pszczół. Powiedziałbym nawet, że to warroza jest zagrożeniem numer jeden. Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że warroza zagraża pszczołom w bardzo dużym stopniu już teraz. Choroba ta jest przenoszona z roju do roju, przez co staje się największym znanym szkodnikiem wśród pszczoł. Pajęczak Varroa atakuje nie tylko dorosłe pszczoły i trutnie, ale także ich larwy, zupełnie bezbronne.  Wygląda to tak:

Czlowiek zaś… cóż, człowiek jest podobno istotą refleksyjną. On może przestać być wrogiem pszczół, może zmienić swoje działanie. Podobno, w przeciwieństwie do pajęczaka, dobro innych istot leży w jego naturze. Pajęczak Varroa dba tylko o siebie.

Osoby planujące zostać pszczelarzem i chcące dowiedzieć się więcej o warrozie, zagrożeniach dla pszczół, ale także ich hodowli zapraszamy na nasze WARSZTATY PSZCZELARSKIE

Pszczelarstwo jest tak pasjonujące, jak i odpowiedzialne. Za przykład tej odpowiedzialności, niech posłuży to, że nieleczona warroza jest zagrożeniem nie tylko dla Twojej rodziny pszczelej, ale także dla okolicznych pszczelarzy. Przed zaczęciem przygody z pszczelarstwem, warto zadać sobie kilka pytań.

Ocieplenie klimatu a pszczoły

Uważam, że to warroza jest dziś głównym zagrożeniem. Mimo, że ocieplenie klimatu jak najbardziej istnieje, skracają się okresy kwitnienia i zimy są co raz cieplejsze (zima 2021 jest tu pewną anomalią), co niewątpliwie jest dziś winą człowieka, to klimat poprzez długi czas istnienia gatunku Apis (pszczoła miodna) zmieniał się już. I pszczoły sobie z tym poradziły. Oczywiście, dzisiejsze ocieplenie nie obywa się bez szkody dla pszczół. Jeśli chcecie wiedzieć więcej nt. tego, dlaczego ciepłe zimy są dla nich gorsze – dajcie znać w komentarzach.

Jak zwalczać warrozę?

Warroza pojawiła się w Polsce stosunkowo niedawno. Były to lata 70te i od tamtej pory, choroba ta co raz bardziej dziesiątkuje populację pszczół w naszym kraju. I niestety, dzieje się to poniekąd za sprawą człowieka, gdyż nieumiejętne leczenie warrozy spowodowało uodpornienie się jej na leki. Schemat hodowli pszczół przez lata był prosty:

KIEDYŚ: nie ma warrozy, pszczelimy sobie sielankowo. Jedynym problemem jest niepogoda i błędy nowicjuszy.
CAŁKIEM NIEDAWNO: pojawia się warroza, ale można zastosować leczenie i problem rozwiązany.
DZIŚ: warroza jest, ale leczenie już nie działa.

Wszyscy pszczelarze, których znam, przeszli już do czasów „całkiem niedawno”, ale niestety wielu z nich nie przeszło jeszcze do czasów „dziś”. I nie chcą do nich przejść, ignorując temat. A jest to niezbędne do walki z warrozą, gdyż jest to choroba zakaźna. Jeden pszczelarz nieumiejętnie radzący sobie z tym problemem, stanowi zagrożenie dla wszystkich pszczelarzy.

Co zatem należy robić, żeby warrozę zwalczyć? Odpowiedź jest prosta: należy izolować pszczelą królową. Dlaczego? Spójrzcie tylko:

Jeżeli leczenie rozpoczynamy wtedy, kiedy komórki z larwami są przykryte woskiem (czyli w momencie, w którym larwa zamienia się w poczwarkę, a potem w pszczołę), zabijamy tylko część warrozy. Reszta ukrywa się w schronie z wosku. Królową izolujemy po to, aby nie składała jajek. Wówczas, kiedy nie będzie ani jednej komórki zasklepionej woskiem, warroza nigdzie się nie schowa i można ją zniszczyć.

Czy izolowanie matki jest nienaturalne?

Takie obawy mogą mieć co wrażliwsi pszczelarze. Odpowiedź jest jednak krótka: zależy jak na to spojrzeć. Jeśli patrzymy na to, jako ograniczenie czerwienia matki pszczelej, sprawa jest jak najbardziej naturalna. W niezakłóconym przez człowieka świecie pszczół, rodzina pszczela rozwija się, a następnie dzieli na pół, po to, żeby się wyroić. To sposób pszczół na nieśmiertelność. Królowa nie składa jaj w jednej rodzinie, bowiem się przeprowadza (rodzina wylatująca), zaś królowa w rodzinie pozostającej nie składa jaj, ponieważ dopiero się urodziła. Obecnie, pszczelarz stara się unikać wyrojenia pszczół. Są do tego trzy powody. 

Pierwszy jest taki, że pszczelarz chce mieć jak najsilniejszą rodzinę pszczelą, produkującą jak najwięcje pszczelich produktów. Drugi jest taki, że ludzie boją się latających rojów, często wzywając straż pożarną w miejsce pojawienia się ich. Co ciekawe, podczas rojenia pszcozły są opite nektarem i są niezwykle łagodne. W Kanadzie jest nawet konkurs na najdłuższą brodę z takich pszczół. Takie zdjęcie można sobie zrobić też u nas w pensjonacie 🙂 . Trzeci powód jest taki, że szanse na naturalne przetrwanie pszczół bez ingerencji pszczelarzy, są w dzisiejszym świecie bardzo małe – choćby ze względu na warrozę.

Edukacja to najlepszy lek na warrozę

W leczeniu tej straszliwej dla pszczół choroby i zwalczaniu tego paskudnego pasożyta, bardzo ważne jest, aby robili to wszyscy. Jak już wspomniałem – warroza jest chorobą zakaźną. Jest obecnie groźniejsza dla pszczół bardziej, niż COVID dla ludzi. Jeśli my nie pójdziemy do kina, damy sobie radę, jeśli pszczoły nie wylecą na pożytek, umrą z głodu: ograniczenie kontaktów społecznych pszczół nie ma tutaj sensu 🙂

Niestety, metody, które kiedyś działały, dziś są nieskuteczne. Nawet książka wybitnej pszczelarki Wandy Ostrowskiej „Gospodarka Pasieczna”, którą polecam każdemu pszczelarzowi, zawiera w sobie nieaktualne rozdziały. Świat się zmienia i pszczelarz też powinien. Edukacja jest najpotężniejszą bronią, przed zagrożeniami zarówno ze strony człowieka, jak i z pajęczka. Warto edukować najmłodszych, ale nie wolno zapominać także o młodzieży i tak bardzo niechętnych do dalszej edukacji dorosłych. Doświadczony i dobry pszczelarz to taki, który na bieżąco uaktualnia swoją wiedzę i nie spoczywa na laurach.

Obecnie jesteśmyt w trakcie badania nt. „Dlaczego jest tak mało młodych pszczelarzy?”. Większość znajomych z branży i nie tylko odpowiadało na to pytanie w stylu: nie wiem/nigdy się nad tym nie zastanawiałem. No właśnie. A wiedzę najmłodszym trzeba przekazywać umiejętnie i interesująco. Odpowiedzią na powyższe pytanie podzielę się z wami, kiedy badanie zakończę.

Edukuj się, pszczelarzu!

Dodaj komentarz